powrót do wyboru wywiadu
Zródło: PAP Opublikowano dnia: 2008-02-01 | Na mojej rywalizacji z Agnieszką Radwańską na pewno zyska polski tenis, a i dla nas będzie to dodatkowy element motywacji - uważa Marta Domachowska, która dzięki występowi w czwartej rundzie turnieju wielkoszlemowego Australian Open awansowała z 146. na 82. pozycję w światowym rankingu. Pod koniec roku chciałaby znaleźć się koło 30. miejsca.
- W końcu odzyskałam spokój i mogłam się skupić na tenisie. Przeszłość i wszelkie kłopoty, które niedawno mnie trafiły, to już zamknięty rozdział. Teraz może być tylko lepiej - powiedziała podczas konferencji prasowej z okazji zmiany klubu 22-letnia tenisistka, która od piątku reprezentuje barwy Warszawianki.
Za jeden z czynników umożliwiających powrót do wysokiej formy uznała ponowne nawiązanie współpracy z trenerem Pawłem Ostrowskim. - Dobrze się rozumiemy, a trener potrafi do mnie dotrzeć. Wspólnie z odpowiedzialnym za przygotowanie fizyczne Mariuszem Dermontem wykonali kawał dobrej roboty. W Melbourne czułam się świetnie - przyznała Domachowska, która uważa, że mecz z Venus Williams, decydujący o awansie do ćwierćfinału, "był do wygrania".
- Popełniłam za dużo błędów. Określiłabym to spotkanie jako "mecz niewykorzystanych szans" z mojej strony. Ale z wyniku w Australian Open jestem oczywiście zadowolona - dodała.
Domachowska żałuje, że nie otrzymała powołania do reprezentacji Polski, która w tym tygodniu rywalizuje w Budapeszcie w Pucharze Federacji.
- Trochę mi przykro, bo jestem w dobrej formie i z przyjemnością bym zagrała w tych zawodach. Czasami tak jednak bywa. Mam nadzieję, że za rok spróbuję sił w tych rozgrywkach - powiedziała.
W Pucharze Federacji Polskę reprezentują siostry Radwańskie, a kapitanem zespołu jest ich ojciec i trener - Robert. - Moje relacje z Agnieszką są bardzo dobre. Cieszę się, że w Australii osiągnęła życiowy sukces (dotarła do ćwierćfinału - przyp. red.). O jej ojcu nic nie mogę powiedzieć, bo prawie go nie znam. Jeśli z kimś z rodziny Radwańskich się spotykam, to z Agnieszką. Przed rokiem nawet wspólnie spróbowałyśmy sił w deblu i być może jeszcze kiedyś zagramy razem - dodała.
Według niej, korespondencyjna rywalizacja ze starszą z sióstr Radwańskich, Agnieszką, obecnie 21. na liście WTA, może przynieść sporo pożytku. - Na pewno zyska polski tenis. Im wyżej będziemy w rankingu, tym popularność i rozgłos wokół dyscypliny będą rosły. Dla nas też będzie to dodatkowy element motywujący. Ja ją będą gonić, a ona spróbuje uciekać. Nie widzę w tym nic złego - podkreśliła tenisistka z Warszawy.
Jednym z głównych celów Domachowskiej w tym roku jest występ na igrzyskach olimpijskich. - Aby liczyć na start w Pekinie, na początku czerwca muszę być w okolicach 60. miejsca w świecie. Uważam, że to zadanie do wykonania - stwierdziła.
W realizacji tych planów ma służyć m.in. występ w dwóch turniejach w Ameryce Południowej. - W lutym zagram "na mączce" w Vina del Mar w Chile i w Bogocie. Wybór tych turniejów nie jest przypadkowy - choć przed Australian Open byłam nisko w rankingu WTA, to w obu tych imprezach mogłam liczyć na występ od razu w turnieju głównym. Na nawierzchni ziemnej ostatnio grywam rzadziej, ale kiedyś czułam się na niej bardzo dobrze, więc liczę na niezłe wyniki - przyznała.
Po powrocie z Ameryki Płd., Domachowska w Warszawie będzie przygotowywać się do turnieju w Indian Wells w USA. - W maju na pewno wystąpię na Roland Garros. Mój obecny ranking zapewnia mi już start w turnieju głównym, bez konieczności przebijania się przez kwalifikacje - poinformowała.
- A po cichu liczę, że na koniec roku "zakręcę" się w wokół 30. miejsca w świecie. Gdyby udało się to osiągnąć, byłoby świetnie - zakończyła Marta Domachowska, która do tej pory najwyżej była notowana w kwietniu 2006 roku, kiedy osiągnęła w rankingu WTA Tour 37. pozycję.
|
powrót do wyboru wywiadu
|
|

|